▫ 2006-08-24 ▫ 12:00:04 ▫ skomentuj ▫ (4) ▫
i fajnie ;]
▫ 2006-07-25 ▫ 13:17:02 ▫ skomentuj ▫ (7) ▫
13:13 | Jau! Nie lubię tego uczucia, kiedy wiesz,
00:00 | że nie wiesz, a jednocześnie nie wiesz, że wiesz.
03:03 | Pfu. Pieprzę głupoty. Odleciałam. Szybuję
17:17 | tu i ówdzie. Co jakiś czas ronię łzę.
22:22 | Stuk-puk. Turkoczę palcami po biurku w
06:06 | niecierpliwości. Czekanie, czekanie, a tu
04:04 | nagle bzyk, stuk-puk i znów. Czekanie,
12:12 | czekanie. Nie lubię czekać. Niecierpliwe
16:16 | ze mnie dziewczę.
▫ 2006-07-14 ▫ 21:36:09 ▫ skomentuj ▫ (2) ▫
We Francji byłam,
jakis tydzien temu wróciłam i znow wyjezdzam. Tym razem do Żoneczki, do Suwałk.
I fajnie. ▫ 2006-06-30 ▫ 19:38:00 ▫ skomentuj ▫ (7) ▫
Le Tour De France.
i wszystko jasne ▫ 2006-06-27 ▫ 21:33:27 ▫ skomentuj ▫ (1) ▫
W czterdzieści minut do okoła świata.
Na sawannie się było, w lesie, nad oceanem, na lodowcu, na pustyni i w górach nawet.
I stópkę Yetiego się widziało. I piasek był ciepły, bo był potraktowany kremem do balsamowania ciał martwych ludzi, albo paulino-stopowym-moczem. A teraz stópki brudne i japonki brudne, i łydka obdarta, i spodnie do prania.
Lubię takie wyprawy na budowę.
▫ 2006-06-24 ▫ 12:04:37 ▫ skomentuj ▫ (5) ▫
No to żeśmy sobie wczoraj się zabawiły. Koniec roku, początek wakacji - trzeba to było oblać ;)
I się oblało. Trochę dywan mokry nawet był. Ale nic nie czuć.
Miło było, tyle.
▫ 2006-06-20 ▫ 09:45:51 ▫ skomentuj ▫ (11) ▫
Tanecznym krokiem przechodzę z pokoju do pokoju w czerwonej sukience i z rudym blaskiem we włosach. Jakoś tak optymistycznie.
Wystarcza mi już ten usmiech, chyba nie chę więcej. Stałam się bierna. Owszem, ja bardzo chętnie, ale nie chce mi się nic robić w tym kierunku.
Leniuch.
Przeglądałam dziś zdjęcia z wyjazdu. O jak miło bedzie obejrzec je za jakiś czas i powspominać. Narazie to tylko planować sobie można - ty przyjedziesz wtedy, a ja wtedy. Na imieniny może poimprezujemy.
A w ten piątek chyba też czeka mnie coś-coś. Jescze muszę namówić rodzicielkę, by poszła na bal z BOSa. Fajnie by było.
Swoją drogą na balu pewnie też będą rodziciele pana Niedźwiedziowatgo, niaf.
Zaraz wychodzę do kina. Nie mogli lepszego filmu sobie wybrać, ale trudno. Jescze tlyko czarną kredkę znajdę i gotowe.
Edit - 23:36 Nie umieraj. Kurwa, czuję się jak morderczyni.
▫ 2006-06-18 ▫ 20:38:26 ▫ skomentuj ▫ (6) ▫
Wróciłam.
Rozdziewiczona koralami.
Zmęczona.
Brudna.
Pokąsana komarami.
Z zranioną nogą na kamieniu.
Odciskami na piętach.
Ale jestem.
Szczęsliwa.
Mimo wszystko - home sweet home.
Ale miło było i bardzo przyjemnie.
▫ 2006-06-11 ▫ 17:50:14 ▫ skomentuj ▫ (5) ▫
Oho. Za-niedługo będę szczęśliwą posiadaczką czarnycha o trawiastych ślepkach bądź rudaska z niebieskimi. Jeszcze miesiąc oczekiwań. A szybko ten zejdzie, bo tyle atrakcji...
Na długi weekand wybieram się do Atalki. Szanowna panienka Dotnijmnie będzie miała spełnione swoje marzenie nickowe. Poza tym będzie rozbierany poker w saunie z pewnymi chłopcami i kilkudniowa libacja. Tylko muszę uważać, byn mnie zanadto nie spili, bo zgwałcą jescze. "
A z dziewiczymi dziurkami to i dziurkanie jest przyjemniejsze" jak mówią.
Do szkoły trafiać się będzie "raz na ruski rok" i tylko później kwiotek na koniec roku dla Wypłoszy, no i znów mnie nie będzie.
Paryż, o którym razy kilka już wspominałam. Mhm *.* Dziś u babci jak byłam, przeglądałam albumy ze zdjęciami, przewodniki i 'porady francuskie'. Jestem zafascynowana tym miastem, chociaż nigdy tam jescze nie byłam. Aż żal (com), że będę tam tylko kilka dni. Nie mam pojęcia jakie atrakcje sobie wybrać...
No i wkońcu mała puszysta kulka znajdzie się w moich ramionach.
Tiaa, jak najbardziej optymistycznie pozdrawiam tych-co-trza.
▫ 2006-05-26 ▫ 21:56:27 ▫ skomentuj ▫ (11) ▫
Dzień zapowiadał się fatalnie. Spałam wyjątko prawie 12 godzin. W dodatku obudził mnie mój nieznośny brat przychodząc z gołym fallusem i mówiąc mi do ucha sprośne rzeczy.
Pozatym lał deszcz, więc musiałam siedzieć w domu. Rodzicielka włączyła sobie MTV, chyba jedyny program na którym nie nadawali o pielgrzymce papieża. Od rana zżędziła, że nie ma nic ciekawego w telewizji, a dziś nie ma ochoty psuć sobie dnia siedzeniem w papierach. A ja sobie myslałam jak tu wyskoczyć między ulewę a ulewę i kupić czekoladki. Chciałam nawet namówić Golasa, ale ten nie dał się zaszantażować. Później katowałam się na rowerze (scHuŚć, scHuŚć!) i łaziłam do popołudnia z kąta w kąt z obolałym tyłkiem.
Ale mimo wszystko dzisiejszy dzień oceniam zdecydowanie na plus.
~ spacer po kałużach i deszczowa piosenka,
~ początkowa niepewność, która przerodziła się w potok sółw,
~ milusi widok i odkrycie czegoś, czego chciałam się dowiedzieć od miesięcy,
~ dreszcz ogarniający mnie od stóp do głów.
A zaraz usiądę w dziurawym Coka-colowym fotelu (który uparcie pompuję, mimo to, że pod moim ciężarem uchodzi z niego powietrze - prawo Pascala, czyż nie?) i poraz ętny przeczytam Szklany Klosz.
Szablon mój. Łapki precz.